Cudze chwalicie, swego nie znacie…

Ta idea często nam towarzyszy w naszym wspólnym odkrywaniu świata. Chcemy zobaczyć, poznać i pokazać ciekawe miejsca – te kilkaset czy kilkadziesiąt kilometrów od nas. I te, co otaczają nas na co dzień… Chwile złapane w kadrze, ciekawe momenty, wydarzenia, towarzyszące nam osoby.
Wiele ciekawych miejsc już zobaczyliśmy, sporo jeszcze przed nami, mam nadzieję, że kolejne punkty na mapie będę dodawać systematycznie. Może przy okazji kogoś zachęcę do wyjazdu w pokazane miejsca. Czasami nie trzeba daleko jechać, kiedy dookoła jest jeszcze tyle do zobaczenia… Może kiedyś uda nam się pojechać gdzieś dalej… marzenia s po to, by je spełniać…
Przy okazji chcieliśmy, by nasza córka miała okazję poznać miejsca, które w różnym czasie były ważne w historii kraju, w którym żyjemy. Kiedy uczyła się z podręczników w szkole mogła powiedzieć, że w większości z tych miejsc była, zwiedziła je i poznała ich historię… A my przy okazji nauczyliśmy się czegoś nowego, przypomnieliśmy sobie wiadomości ze szkolnych czasów i dobrze się bawiliśmy.

W większości zaznaczone i odwiedzone przez nas  miejsca, to te na mapie Polski. Tam najczęściej wyjeżdżamy. Samochodem, na piesze wycieczki czy z rowerami… 

Wymarzonym miejscem na wyprawę rowerową jest Holandia. My byliśmy pierwszy raz samochodem, ale gdybyśmy mieli  okazję jeszcze raz jechać – na pewno byśmy zabrali ze sobą rowery. Wymarzona infrastruktura ścieżek dla rowerów, płaski teren, wszędzie stosunkowo blisko… Tam mogłabym zamieszkać…

Ale i u nas w kraju powoli robi się bardziej przyjaźnie dla rowerzystów. Tworzy się coraz więcej nowych ścieżek, wzdłuż miejsc ciekawych do zobaczenia. Najlepiej wspominam rowerowe wyprawy w Gdańsku i okolicach. Po mieście, które jest dużo większe od mojego rodzinnego miasta, jeździło się wygodnie i bezpiecznie. Mimo, że wielokrotnie trasa przebiegała wzdłuż ruchliwych ulic. Ale zachowanie innych rowerzystów, kultura kierowców to połowa sukcesu. 

Kilka miejsc na mapie zwiedzaliśmy pojedynczo. Wyjazdy służbowe, w miejsca, w które z chęcią wybralibyśmy się jeszcze raz, ale już nie sami, ale razem, we dwoje… prywatnie.

Fotografia – codzienne chwile zatrzymane w kadrze…

Przez kilkanaście lat pisałam pamiętniki. Do tej pory mam zostawione na pamiątkę moje zeszyty, cześć pisałam już w komputerze. Powoli odchodziłam od słowa pisanego na rzecz fotografii jak urodziłam Julię. Łatwiej było chwycić za aparat i zatrzymać chwilę w obiektywie, niż usiąść gdzieś z laptopem i ubierać w słowa co mnie spotyka…

Lubię robić zdjęcia i by lepiej wykorzystać możliwości aparatu zapisałam się na kurs fotograficzny w miejscowym klubie LAMUS. Poznałam super ludzi – szczególnie prowadzący Sławek Sajkowski i nasza ekipa tak samo zakochana mniej lub bardziej w fotografii…

Robię zdjęcia krajobrazowe, fotografuję dzieci, zwierzęta…  Czasami żałuję, że najczęściej jestem po drugiej stronie obiektywu i często mnie na zdjęciach nie ma. Córka jest coraz starsza, ale to już nie te spojrzenie na kadry, trudno jest przekazać, co chciałabym uzyskać…

Moje gotowanie

Gotować nauczyłam się dopiero, jak urodziłam Julię. Od małego towarzyszyła mi w kuchni , siedząc w nosidełku postawionym na stole czy meblach. Wszystko obserwowała, smakowała i przez to jest otwarta na nowe smaki, małe eksperymenty w kuchni…

Wcześniej zazwyczaj korzystałam z półproduktów,  dania były szybki i łatwe do zrobienia. Do tej pory najczęściej korzystam z przepisów, czasami dodając coś od siebie. Dużą pomocą jest dla mnie mój niedawny nabytek Thermomix – szkoda, że wcześniej nie skusiłam się na jego zakup. Często widziałam go na blogach, które obserwowałam ale zawsze był trochę poza moim zasięgiem.

Brakuje tylko czasu, by wykorzystać wszystkie jego możliwości. Ale musiałabym chyba zwolnić się z pracy i tylko w domu planować, gotować, piec i smakować. A gdzie czas na inne rzeczy?