Tatry – Morskie Oko

Kiedy już wiedziałam, że jedziemy w Tatry – najważniejszym punktem naszej wyprawy było Morskie Oko. Nigdy jeszcze nie byłam, nie widziałam na żywo. Zazwyczaj jak kiedyś jeździłam w góry (kolonie, zimowiska) to były to okolice Szklarskiej Poręby, Pieniny, Karpacz. Tatry jeszcze nie były przez nas eksplorowane. 

Morskie Oko jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Tatrach, jednak nasza wyprawa miała miejsce w maju, więc nie mieliśmy większych problemów z zostawieniem samochodu na parkingu w Palenicy Białczańskiej i tłumami turystów w kolejkach do kasy TPN-u. Od niedawna można kupić przez Internet bilety na parking, co jest dużym ułatwieniem, bo odpada na problem, szukania miejsca parkingowego. Bilety można kupić na stronie TPN.

Do Morskiego Oka w Tatrach najłatwiej i najszybciej można dotrzeć z parkingu szlakiem czerwonym – długości ok. 9 kilometrów (czas przejścia około 2 godzin i 30 minut). Jest to droga asfaltowa wijąca się między górami, kilkakrotnie przecięta ścieżkami przez las. W stronę Morskiego Oka szliśmy cały czas główną trasę a już z powrotem schodziliśmy kamienistymi ścieżkami przez las. Było zdecydowanie ciekawiej. 

Po drodze warto zatrzymać się w kilku miejscach.

Wodogrzmoty Mickiewicza, czyli wodospady w Tatrach Wysokich – skąd idzie szlak w kierunku Doliny Pięciu Stawów i Schroniska Roztoka. Tam też znajduje się miejsce na odpoczynek i toaletę. Dalej przemierzamy Dolinę Rybiego Potoku skąd już są przed nami coraz piękniejsze widoki. Ostatnia przerwa, gdzie zatrzymujemy się na Polanie Włosienica, z której rozpościera się przepiękny tatrzański krajobraz na Mięguszowieckie Szczyty. Stąd już niecałe pół godziny drogi i docieramy do celu.

Gdy już dotarliśmy nad Morskie Oko, wywarło na mnie niesamowite wrażenie. Dziwna otaczająca nas cisza, nie licząc gwaru ludzi… Niebo było zachmurzone, więc miało się wrażenie jakby było nisko nad nami, stykając się z górami i zasłaniając niektóre szczyty. Czułam się przez jakiś czas i miałam wrażenie jakbym znalazła się w zamkniętej przestrzenie a góry były na wyciągnięcie ręki. Usiedliśmy na tarasie schroniska, by trochę odpocząć i chłonęliśmy widoki jakie były dookoła nas. To wrażenie trwało jeszcze przez jakiś czas…

Gdy już nasyciliśmy wzrok widokami Morskiego Oka wybraliśmy się szlakiem czerwonym w kierunku Czarnego Stawy. To właśnie tam miał być punkt docelowy naszej obecnej wyprawy. Niestety w trakcie gdy wspinaliśmy się pod górę, zawładnęło mną dziwne uczucie strachu. Nie wiem, co zaważyło? Lęk wysokości, który uwidocznił się już w Krakowie na Kopcu Kościuszki, wygłupiająca się po drodze młodzież ze szkolnej wycieczki, czy leżący miejscami śnieg i wąskie ścieżki… Po prostu nagle się przestraszyłam, zatrzymałam i powiedziałam, że nie ruszę się dalej. Nic by mnie w tym momencie nie przekonało. Koniec trasy i już…

Mam jednak nadzieję, że jeszcze wrócę w te strony i dotrę nad Czarny Staw

Print Friendly, PDF & Email

Leave a Reply